TO, CZYM SIEBIE KARMISZ
To neurony lustrzane odpowiadają za to, że kiedy czujemy czyjeś obawy, sami ich nabieramy. Kiedy czujemy czyjąś złość, w nas także zaczyna buzować. Kiedy czujemy czyjeś zniecierpliwienie, same zaczynamy czuć poirytowanie.
W taki sposób codzienne emocje ludzi, którymi się otaczamy, składają się na nasz wewnętrzny krajobraz. Wpływa na nas także to, co oglądamy, czytamy, jakie słowa słyszymy i wypowiadamy. Wszystko, czym się karmimy decyduje o naszych wyborach i jakości życia.
Dlatego naszym pierwszym zadaniem jest otaczać się tym, co będzie nas wspierać, napełniać dobrą energią, wzajemnym szacunkiem, miłością i zaufaniem. Tym, co inspiruje nas do uważności, co sprawia, że nasza dusza śpiewa a serce z zaufaniem się otwiera.
Ale przecież nie zawsze jest to możliwe.
Pełna obaw mama, narzekająca przyjaciółka, przeżywający swoje napięcia mąż. Każdego dnia mierzymy się z conajmniej kilkoma sytuacjami, kiedy stajemy wobec emocji innych i tylko od nas zależy czy weźmiemy je na siebie, czy pozostaniemy przy sobie i swojej Prawdzie.
BYCIE W SWOIM CENTRUM
Ale proszę Cię, córeczko, tylko nie leć do Indii – powiedziała przez telefon moja mama.
Mamo, kupiłam już bilet. Całe życie się bałam, a teraz chcę nareszcie zrobić to, co czuję – odpowiedziałam.
Żeby wypowiedzieć te słowa i zmierzyć się z tym, że zawodzimy innych, potrzebujemy zrozumieć kilka rzeczy.
Po pierwsze, że nasza energia podąża za uwagą. Dysponujesz stoma procentami swojej uwagi. Jeśli jej większość dajesz emocjom i oczekiwaniom innych ludzi, to nie jesteś nią przy sobie. A to znaczy, że to, co czują inni zalewa Cię i staje się ważniejsze niż to, co czujesz i chcesz Ty sama.
Aby stać przy swojej prawdzie, potrzebujesz wrócić uwagą do siebie. To jest czysto namacalne, bardzo fizyczne doświadczenie. To jest tak, jakbyś nagle kierowała strumień światła z osoby, na która patrzysz, do swojego ciała i serca i miała żywy, wyraźny kontakt ze swoim wnętrzem i wewnętrznym prowadzeniem.
Jest to umiejętność, której uczymy się w medytacji i to właśnie ona najbardziej pomaga nam być przy sobie.Po drugie potrzebujemy zrozumieć dlaczego tak bardzo nie chcemy zawieść innych.
Dlaczego słuchamy narzekającej koleżanki i w milczeniu znosimy dyskomfort, zamiast jej przerwać? Dlaczego znosimy humory męża i staramy się go wspierać zamiast wyjść do drugiego pokoju? Dlaczego kiedy rodzice dzwonią i oczekują, że ich wysłuchamy, robimy to, nawet jeśli nie mamy na to ochoty? Co stoi za tym zachowaniem, które jest jawnie wbrew temu, co jest dobre dla nas?
Najsilniejsza ludzka potrzeba. Chcemy przynależeć. Chcemy kontaktu. Chcemy więzi. Nie chcemy nikogo odrzucać, bo same nie chcemy być odrzucone. Nie chcemy nikogo opuszczać w potrzebie, bo same nie chcemy być opuszczone.
Za naszym poświęcaniem się stoi źle pojęta miłość.
Nie oparta na prawdzie, ale na lęku.
Zdrowa, oparta na prawdzie miłość, z szacunkiem dla siebie i dla drugiej osoby, daje tyle, ile ma. Jeżeli kochasz drugą osobę i chcesz jej dać uwagę, Wasza wymiana będzie karmiąca dla Was obu. Jeśli sama ledwo zipiesz, i potrzebujesz, aby to Ciebie ktoś wysłuchał, ale starasz się na siłę słuchać drugiej osoby, tylko się wewnętrznie od niej oddalasz. Lepiej powiedzieć prawdę, z zaufaniem, że druga osoba ją zrozumie.
A jeśli nie zrozumie? Wtedy może czas zaakceptować prawdę, że ta relacja nie uwzględnia nas prawdziwych, zatrzymać się i spojrzeć z dystansu na to, jak nam służy i czy chcemy jej dawać naszą cenną życiową energię.
Wszyscy potrzebujemy się nauczyć, że nasza uwaga jest nasza i nie należy się nikomu ot tak. Potrzebujemy się nauczyć z szacunkiem dla siebie nawzajem sprawdzać czy możemy teraz porozmawiać, czy ktoś ma przestrzeń na to, aby nas wysłuchać. Poprosić o zgodę zamiast brać za pewnik, że czyjaś uwaga nam się należy. I dokładnie tak samo w drugą stronę. Sprawdzać ze sobą czy naprawdę mamy teraz przestrzeń, aby kogoś wysłuchać. Jasno to komunikować. Nie zakładać z góry, że musimy.
I tak samo dobrze się zastanowić, zanim skrytykujemy wybory innych ludzi i zaszczepimy im swoje lęki, czy to jest rzeczywistość w jakiej same chciałybyśmy żyć.
I wreszcie po trzecie, potrzebujemy zrozumieć, że nikt nie odpowiada za nasze emocje i dobrostan. Nie odpowiadają za to, jak się czujemy nawet nasi rodzice ani partnerzy. Za własne uczucia i wybory odpowiadamy wyłącznie my sami. I podobnie, my również nie odpowiadamy za emocje innych. Nie jesteśmy winne temu jak się czują.
Niestety jako dzieci uwierzyłyśmy, że jest inaczej.
URATUJĘ CIĘ, MAMUSIU
Wiele córek czuje się winne bólu i niezadowolenia z życia swoich matek. Gdybym tylko trochę bardziej się postarała, może ona byłaby szczęśliwa. Myśli sobie mała dziewczynka, nawet nie będąc świadoma, że oto bierze na siebie ciężar, którego nie powinna nieść. A potem, jako dorosła kobieta, tak samo bardzo i z takim samym marnym skutkiem stara się zadowolić inne ważne osoby w swoim życiu, wierząc, że to jej zadanie.
Gdybym tylko trochę się postarała, on przestałby pić.
Gdybym tylko była mniej wymagająca, nie odszedłby do innej.
Zrozumienie, że jesteśmy bezradne wobec wyborów innych ludzi i porzucenie iluzji, że możemy kontrolować ich uczucia, jest koniecznym spotkaniem się z prawdą, która wyzwala nas z ciężaru próby kierowania ich życiem.
Przyjęcie tej prawdy i własnej bezradności jest bolesnym, ale niezbędnym etapem budzenia się do życia w świadomości na co mamy prawdziwy wpływ, a na co nie. Więcej o wychodzeniu z cienia rodziców na światło własnej prawdy piszę w mojej książce „Rok Przebudzenia.
WYBÓR
Na koniec warto zrozumieć, że na tę samą sytuację możemy spojrzeć na miliony sposobów i to one będą decydowały o tym jak się poczujemy.
Zawiodę moją mamę. Jestem złą córką, bo egoistycznie wybieram siebie.
Albo:
Nie odpowiadam za emocje mojej mamy. Moim zadaniem jest podążać za wewnętrznym prowadzeniem, z wdzięczności za życie, które otrzymałam.
Jest możliwość, abyś spojrzała na siebie, swoje wybory i swoje życie w nowy sposób. A ten nowy sposób, pełen miłości i szacunku do własnej prawdy, doprowadzi Cię do najlepszych rzeczy dla Ciebie.
Dokładnie tak było ze mną.
Pod koniec marca 2018 wsiadam do samolotu do Indii. W międzynarodowym ośrodku medytacji Osho przechodzę niezwykle uwalniający kurs Primal Deconditioning, który uwalniania od schematów i warunkowania wdrukowanych w naszą podświadomość w pierwszych 7 latach życia. Czuję się wolna, pełna życia, totalnie szczęśliwa. I wtedy zdarza się cud.
Najnowsze komentarze